top of page

„W czerwcu nie potrzebujemy w Domu Kultury radia. Od rana do wieczora słychać chóry – próby, rozśpiewania i koncerty. To znak, że festiwal znów jest u siebie.”

Rozmowa z Arturem Duszyńskim - Dyrektorem Międzynarodowego Domu Kultury w Międzyzdrojach, który od ponad dwóch dekad obserwuje festiwal z perspektywy człowieka, który zna go zarówno jako mieszkaniec, chórzysta, pracownik instytucji kultury, jak i jej dyrektor.

Od kiedy jest Pan związany z Międzynarodowym Domem Kultury i jak zaczęła się Pana współpraca z Festiwalem Pieśni Chóralnej?

- Moja historia z Międzynarodowym Domem Kultury zaczęła się dość zabawnie. Przyszedłem na rozmowę o pracę i... właściwie od razu zostałem zatrudniony. Nigdy nie zapomnę tej daty – 1 maja 2003 roku, czyli w Święto Pracy.

Zaledwie miesiąc później przeżywałem już swój pierwszy Międzynarodowy Festiwal Pieśni Chóralnej. Trudno uwierzyć, ale minęły od tego momentu ponad dwie dekady.

Tak naprawdę jednak festiwal znałem dużo wcześniej. Jako dziecko spacerowałem z rodzicami po Międzyzdrojach i pamiętam, jak ulicami przechadzały się chóry z całego świata. Były zespoły z Ameryki Południowej, Azji, Europy. W mieście tworzyły się wręcz strefy ciszy – w pobliżu koncertów nie wypadało hałasować, a rowerzyści schodzili z rowerów. Muzyka była obecna wszędzie.

Pamiętam też dawną salę Domu Kultury, jej scenę ze schodami i Piotra Czajkowskiego – wieloletniego pracownika MDK, który dla wielu mieszkańców stał się symbolem tego miejsca.

W 2003 roku rozpocząłem pracę jako specjalista ds. informacji turystycznej. Wręczałem chórom kwiaty po koncertach, pomagałem uczestnikom, udzielałem informacji. W 2007 roku zostałem kierownikiem, a od 2015 roku pełnię funkcję dyrektora.

W tym samym roku, w którym zaczynałem pracę, zmarł profesor Jan Szyrocki. Niestety nie miałem okazji poznać go osobiście. Zawsze jednak w pierwszym rzędzie widywałem Panią Jolantę Szyrocką. Współpracowałem też ze Zbigniewem Pawlickim, który z niezwykłą swobodą i erudycją opowiadał o koncertach.

Sam kiedyś śpiewałem w chórze prowadzonym przez Annę Sobierajską. Do dziś zdarza się, że słysząc niektóre utwory wykonywane podczas festiwalu, mam ciarki na plecach.


Dla wielu osób Międzynarodowy Dom Kultury jest dziś naturalnym „domem” festiwalu. Jak wygląda współorganizacja tak dużego wydarzenia od strony instytucji kultury?

- Przez wiele lat Międzynarodowy Dom Kultury był zaangażowany nie tylko w organizację festiwalu, ale również kwestie finansowe. Współpracowaliśmy z dyrektorami wydarzenia, wspólnie planując wszystkie działania.

Od dwóch lat kwestie finansowe prowadziła spółka gminna, obecnie MDK znowu jest stroną finansującą oraz pozostaje ważnym partnerem organizacyjnym. Wszystko odbywa się w ścisłym porozumieniu z organizatorami.

Ta współpraca została zresztą dostrzeżona. Otrzymałem srebrną odznakę za pomoc przy organizacji festiwalu, a podczas jubileuszowej, sześćdziesiątej edycji – złotą odznakę Przyjaciela Festiwalu. To dla mnie bardzo wzruszające wyróżnienie.


Co dzieje się w Domu Kultury na kilka dni przed rozpoczęciem festiwalu, kiedy publiczność jeszcze tego nie widzi?

- Właściwie cały budynek zaczyna żyć wyłącznie festiwalem.

Kilka dni wcześniej montujemy scenę. Dziś jest to dużo prostsze dzięki nowoczesnym, aluminiowym podestom, których jesteśmy właścicielami. Kiedyś przyjeżdżały ciężkie konstrukcje wymagające wielu godzin pracy.

Wyłączamy salę widowiskową z codziennej działalności, przygotowujemy garderoby i wszystkie pomieszczenia, które na co dzień służą zajęciom edukacyjnym. Podczas festiwalu zamieniają się one w sale prób i miejsca odpoczynku dla chórzystów.

Praktycznie cały Dom Kultury zostaje oddany uczestnikom.

Żartujemy czasem, że w czerwcu jesteśmy wyjątkowo muzykalni – nie potrzebujemy radia. Od rana słychać rozśpiewania i próby, a dzień kończy się koncertem.


Jak przez lata zmieniały się wymagania techniczne i organizacyjne związane z koncertami chóralnymi?

- Najlepiej widać to na przykładzie technologii.

Kiedy zaczynałem pracę, wielu fotografów nadal korzystało z klisz fotograficznych. Później pojawiły się pierwsze aparaty cyfrowe z kartami pamięci mieszczącymi kilkadziesiąt zdjęć.

Nagrania przechodziły drogę od kaset VHS, przez płyty DVD, aż po transmisje internetowe na żywo. Kiedyś realizacja radiowa oznaczała kilometrami ciągnące się kable. Dziś większość urządzeń działa bezprzewodowo.

Paradoksalnie jednak sama muzyka chóralna niewiele potrzebuje.

Większość chórów nie wymaga nagłośnienia. Wystarczy mikrofon dla prowadzącego, bo sala MDK ma bardzo dobrą akustykę. Głos niesie się naturalnie i właśnie to jest jej największym atutem.


Czy po tylu edycjach jest jakiś koncert albo moment festiwalu, który szczególnie zapadł Panu w pamięć?

- Bardzo dobrze pamiętam występ chóru z Korei. Dyrygent niemal nie używał rąk. Wydawało się, że prowadzi zespół spojrzeniem, mimiką, obecnością. To było fascynujące.

Lubię też momenty, kiedy chóry wychodzą poza klasyczne wykonanie – pojawia się klaskanie, tupanie, efekty dźwiękowe przypominające odgłosy natury czy zwierząt.

Ogromne wrażenie robią na mnie aranżacje współczesnych utworów. Usłyszeć piosenki zespołu Republika w wykonaniu chóralnym – to naprawdę coś wyjątkowego.

Bardzo lubię również obserwować emocje związane z konkursem. Widać, jak bardzo uczestnikom zależy, by dać z siebie wszystko.


Jak wygląda współpraca między Domem Kultury a organizatorami podczas tych kilku intensywnych dni?

- Żartobliwie nazywam organizatorów „trzema amigo”.

Kiedyś byli to Pawlicki, Szyrocki i Ziętal, dziś są kolejni ludzie, którzy przejęli odpowiedzialność za festiwal. Dariusz Dyczewski jest zresztą częściowo mieszkańcem Międzyzdrojów, więc często się spotykamy, Piotr Szulc oraz Jolanta Bartczak.

Przez lata zdążyliśmy się polubić. Pracujemy z dużym poczuciem humoru i wzajemnym zaufaniem.

Oczywiście zdarzają się sytuacje stresowe – omdlenia uczestników czy drobne kryzysy organizacyjne – ale jesteśmy na nie przygotowani. Większość zespołu pracuje zmianowo, część odpowiada za obsługę koncertów, inni za kwestie techniczne czy biuro festiwalowe.

Festiwal jest jednym z najważniejszych wydarzeń w kalendarzu MDK. Przyjeżdżają setki chórzystów, a ich obecność przekłada się również na promocję naszej instytucji. Widać to choćby po ogromnym wzroście aktywności w mediach społecznościowych.

Co ciekawe, wiele osób kojarzy dziś Międzyzdroje właśnie dzięki festiwalowi. Bywa, że odwiedzający mówią: „Pamiętam ten Dom Kultury – śpiewałem tutaj przed laty”.


Międzyzdroje kojarzą się głównie z turystyką. Jaką rolę pełni w tym wszystkim kultura?

- Kultura jest jednym z najważniejszych narzędzi promocji miasta.

Przyciąga ludzi szukających czegoś więcej niż tylko plaży i deptaka. Dzięki wydarzeniom takim jak festiwal Międzyzdroje pokazują swoją bardziej ambitną, refleksyjną twarz.

Są turyści, którzy przyjeżdżają specjalnie na koncerty. Planują urlopy pod termin festiwalu. Wracają co roku i traktują go jako ważny punkt wakacyjnego kalendarza. To ogromna wartość dla miasta.


Czy zauważa Pan zmiany w festiwalowej publiczności?

- Tak, ale najpiękniejsze jest to, że obok nowych twarzy pojawiają się ci sami ludzie od lat. Pamiętam rodziców, którzy przyjeżdżali z małymi dziećmi. Dziś te dzieci wracają już jako dorośli – często z własnymi rodzinami.

Są też byli chórzyści, którzy planują urlop właśnie w czasie festiwalu. Przyjeżdżają odpocząć, posłuchać muzyki i powspominać swoje występy. To pokazuje, że festiwal buduje międzypokoleniową wspólnotę.


Co wyróżnia atmosferę koncertów chóralnych w Międzyzdrojach?

- Przede wszystkim ogromny szacunek publiczności dla artystów. To nie jest przypadkowa widownia. Ludzie wiedzą, po co przychodzą. Rozumieją, czym jest chóralistyka i potrafią słuchać.

Przez te lata bardzo rzadko zdarzało się, by ktoś pojawił się na koncercie nieprzygotowany czy traktował wydarzenie jak zwykłą atrakcję turystyczną.

Od początku roku odbieramy telefony z pytaniami o termin kolejnej edycji, bo wiele osób chce wcześniej zarezerwować noclegi właśnie na czas festiwalu.

To najlepszy dowód na to, jak wyjątkową publiczność udało się tutaj zbudować.


Jak wyobraża sobie Pan przyszłość Międzynarodowego Domu Kultury i samego festiwalu za kolejne dziesięć lat?

- Oczywiście ogromne znaczenie mają finanse. Bez nich trudno rozwijać kulturę.

Ale festiwal przeszedł już naprawdę wiele prób. Przetrwał zmiany ustrojowe, kryzysy gospodarcze, a nawet pandemię, podczas której – mimo wszystkich ograniczeń – udało się zachować ciągłość wydarzenia.

Mam nadzieję, że za dziesięć lat będziemy może trochę starsi, ale jeszcze mądrzejsi i nadal będziemy zapraszać do Międzyzdrojów chóry z całego świata.

Trudno wskazać państwo czy kontynent, którego przedstawiciele jeszcze tutaj nie występowali. Chciałbym, żeby ta międzynarodowa tradycja była kontynuowana.

Dopóki będą ludzie gotowi wspierać festiwal, dopóty będzie trwał. A ja zawsze będę jednym z nich.

  • Facebook
  • YouTube

©2021 by International Choral Song Festival in Międzyzdroje

bottom of page