top of page

„Dla mnie festiwal jest trochę jak wesele u sąsiada. Skoro zostałem zaproszony, chcę przyjść z prezentem.”

Rozmowa z Ryszardem Rychłowskim seniorem — fundatorem Nagrody Specjalnej „Bursztynowe Drzewko”

Podczas spotkania inauguracyjnego na 60. Edycji Festiwalu wspominał Pan, że mieszkał Pan blisko Domu Kultury, a dźwięk festiwalowych pieśni docierał aż do Pana domu. Jakie są Pana pierwsze wspomnienia związane z festiwalem?

- Pierwsze, co pamiętam, to „schody do nieba”. Dopiero później dowiedziałem się, że fachowo nazywały się praktikablami. Stały przy scenie, na której występowały chóry i zespoły bigbitowe. Dla dziecka były czymś niezwykłym — miejscem, po którym można było biegać, bawić się w berka, a za chwilę stawali tam śpiewający ludzie.

Miałem siedem lat, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem festiwal. To była czwarta edycja w Międzyzdrojach. Wtedy budynek dzisiejszego Domu Kultury funkcjonował jeszcze jako prezydium, ale sama bryła była ta sama — dawny kurhaus, dom kurortu z XIX wieku.

Festiwal był pierwszym wydarzeniem w moim życiu, podczas którego zobaczyłem tylu różnych ludzi, kolorowe stroje i usłyszałem wszechobecną pieśń chóralną a cappella. Muzyka niosła się przez otwarte okna Domu Kultury i było ją słychać nawet pod naszym domem.

Najbardziej zapamiętałem jednak coś innego — że na scenie śpiewali ludzie z Międzyzdrojów. Osoby, które znałem z codziennego życia, nagle stawały się częścią czegoś wielkiego. To było dla mnie odkrycie, że muzyka nie musi być zamknięta w sali koncertowej. Ona wychodziła do ludzi, rozbrzmiewała w różnych punktach miasta i zapowiadała początek wakacji. Jako dziecko wymyśliłem nawet taką fraszkę: „Międzyzdroje — zimą wioska, latem marszałkowska”.

Czym dla Pana, jako mieszkańca Międzyzdrojów, była jubileuszowa, 60. edycja festiwalu?

- Przede wszystkim wielką radością. Nie mówię tego po to, żeby się komukolwiek przypodobać — naprawdę tak to czuję.

Cieszę się, że mogę uczestniczyć w tym wydarzeniu, choć sam nie jestem muzykiem. Festiwal jest dla mnie jednym z najważniejszych sposobów promowania Międzyzdrojów w świecie.

Podczas tegorocznej edycji szczególnie poruszył mnie występ chóru z Wielunia, który śpiewał utwór „Święta ziemia”. Dla mnie to miało osobiste znaczenie, bo z tamtych okolic pochodzi mój ród. Poszedłem im później podziękować za szerzenie muzyki związanej z miejscem, które jest również częścią mojej historii.

Ten festiwal dostarcza mi bardzo dużo emocji.

Od lat jest Pan fundatorem Nagrody Specjalnej „Bursztynowe Drzewko”. Jak narodził się ten pomysł?

- To było trochę jak z drogą — ktoś ją zaczyna, ktoś inny kontynuuje.

W 1990 roku powstało Stowarzyszenie Handlowców i Przedsiębiorców w Międzyzdrojach, którego byłem wiceprezesem. Podczas jednego z zebrań pani Danuta Pawlukaniec zasugerowała, że mógłbym przygotować coś specjalnego dla festiwalu, bo wcześniej robiłem już niewielkie drzewka jako pamiątki i upominki.

Wykonałem więc pierwszą nagrodę. Wręczał ją wówczas pan Sapała, późniejszy burmistrz Międzyzdrojów. To był prawdopodobnie rok 1991 albo 1992.

Pomysł się przyjął i od tamtej pory drzewko zaczęło pojawiać się co roku. W pewnym momencie stowarzyszenie się rozwiązało, ale została tradycja. Postanowiłem ją kontynuować już pod marką własnej firmy. Z czasem do nagrody doszła również darowizna pieniężna.

Co sprawia, że nadal chce Pan wspierać festiwal właśnie w tej formie?

- Jest kilka powodów. Z jednej strony czuję się trochę tak, jakbym był zaproszony do sąsiada na wesele — a skoro idzie się na wesele, to wypada przyjść z prezentem.

Z drugiej strony to po prostu ogromna przyjemność widzieć radość innych ludzi. Festiwal tworzy wspaniałą atmosferę, a muzyka łączy publiczność, wykonawców i mieszkańców.

Jest w tym również moja miłość do Międzyzdrojów. To miasto kocham i mieszkam w nim przez większość życia. Wiem, że przy tak dużym wydarzeniu wsparcia nigdy nie jest za dużo. A jeśli coś zacząłem i widzę, że sprawia to ludziom radość, to mnie także daje to radość.

Czy pamięta Pan moment wręczenia pierwszego „Bursztynowego Drzewka”?

- Na początku wręczałem drzewka jeszcze jako wiceprezes stowarzyszenia, więc stopniowo się do tego przyzwyczajałem. Później przejąłem tę tradycję już samodzielnie i tak zostało do dziś.

Z czasem ta nagroda stała się dla mnie czymś bardzo osobistym — nie tylko przedmiotem, ale znakiem obecności festiwalu w moim życiu.

Czy jest jakaś festiwalowa sytuacja związana z „Bursztynowym Drzewkiem”, którą szczególnie Pan zapamiętał?

- Tak, była taka zabawna historia z chórem, chyba z Czech. Po wręczeniu nagrody oglądali drzewko i powiedziałem im, że sam je wykonałem. Jedna z pań bardzo chciała zrobić sobie ze mną zdjęcie i zaczęła wołać: „Dajcie mi aparat, rychło, rychło!”.

Wtedy wskazałem jej tabliczkę z moim nazwiskiem: Rychłowski. To była bardzo sympatyczna i zabawna sytuacja.

Dlaczego warto wspierać kulturę, szczególnie tę związaną z muzyką chóralną?

- Nie nazwałbym tego inwestycją. Dla mnie to raczej kultywowanie tego, co mamy w sobie.

To jest dar — móc śpiewać po polsku, w Polsce, i rozsławiać naszą ziemię. Tak jak chór z Wielunia śpiewał o „Świętej ziemi”, o tym, dlaczego kochamy miejsce, z którego pochodzimy.

Jeśli festiwal będzie trwał, będzie to ważne nie tylko dla organizatorów, ale też dla kolejnych pokoleń mieszkańców, artystów i słuchaczy.

W tym roku, podczas wystawy, po raz pierwszy zobaczyłem tak wiele festiwalowych pamiątek zgromadzonych w jednym miejscu. To pokazuje, że przez te wszystkie lata powstała ogromna historia.

Co chciałby Pan przekazać młodym artystom i chórom biorącym udział w festiwalu?

- Przyszłość jest przed wami. Mam nadzieję, że będziecie tworzyć muzykę i nowy obraz naszego świata.

Współczesne chóry pokazują utwory bardzo plastycznie — to już nie tylko dźwięk, ale też obraz, ruch, napięcie, radość i uśmiech. To wszystko, co człowiek ma w sobie.

Chciałbym, żeby młodzi artyści pamiętali, że muzyka może nieść wartości, emocje i dobro.

Funduje Pan nie tylko „Bursztynowe Drzewko”, ale również Nagrodę św. Piotra Apostoła. Skąd wziął się ten pomysł?

- Po śmierci proboszcza Witliba w 2021 roku postanowiłem ufundować również Nagrodę św. Piotra Apostoła.

To konkretna figura św. Piotra z cyrkoniami i bursztynową aureolą. Bursztyn daje prawdziwą poświatę, która przypomina aureolę. Ta nagroda ma dla mnie wymiar symboliczny i duchowy.

Dobrze wykonana pieśń religijna powinna nieść coś więcej niż sam dźwięk. Dla mnie jej przesłanie można zawrzeć w słowach: „Bóg jest miłością. Boża miłość wypełnia duszę i ciało”. To jest myśl, do której często wracam w trudnych chwilach.

Wspominał Pan, że festiwal przypomina Panu wesele. Co ma Pan na myśli?

- Często powtarzam, że festiwal jest trochę jak wesele, podczas którego chcemy dobrze ugościć swoich gości.

To skojarzenie wyniosłem także z domu. Mój ojciec, Marian Rychłowski, był dyrektorem Zarządu Okręgu Funduszu Wczasów Pracowniczych w Międzyzdrojach i w tamtych czasach często organizowano noclegi dla chórzystów właśnie w ośrodkach FWP.

Wszystko miało wtedy również wymiar polityczny. Chodziło o promocję regionu, ale też o pokazanie, że Międzyzdroje potrafią przyjąć gości z kraju i zagranicy. Nie każdy mógł wtedy swobodnie zapraszać chóry spoza państw komunistycznych.

Pamiętam narady, podczas których omawiano bardzo konkretne sprawy — ile trzeba chleba, mięsa, zaopatrzenia. Żywność była ograniczona, prywatnych firm praktycznie nie było, więc wszystko wymagało planowania. Dla festiwalu było to swego rodzaju zaplecze, bez którego nie dałoby się przyjąć tylu ludzi.

Sam wykonuje Pan „Bursztynowe Drzewka”. Jak powstaje taka nagroda?

- Jestem samoukiem. Zawsze mówiłem: pokaż mi coś i daj pięć minut, a spróbuję to zrobić. Z zawodu jestem elektrykiem, więc od zawsze miałem pod ręką różnego rodzaju druciki. Kiedyś zobaczyłem podobne drzewko i postanowiłem wykonać własne.

Obecnie robię je z posrebrzanego drutu, który mocuję do muszli. Na jedno drzewko potrzeba około pięciuset bursztynków. Około trzystu dwudziestu znajduje się na końcówkach gałązek — ta liczba jest dla mnie wygodna, bo dzieli się przez cztery i ułatwia liczenie.

Drzewko nie powstaje od razu jako całość. Skręca się je etapami, w konkretnej kolejności. Pozostałe bursztynki doklejam później na łączeniach.

Wiele lat temu kupiłem kilka kilogramów bursztynu od dostawców wyrobów bursztynowych. Na jedno drzewko zużywam mniej więcej dwie garście.

Zrobienie jednej nagrody zajmuje mi około dwóch dni, choć czasem rozkładam pracę na więcej etapów. Tegoroczne nagrody, mimo codziennych obowiązków, powstały w ciągu tygodnia. Sam byłem zdziwiony, że poszło tak szybko. Bardzo pomogła mi również pani Ewa Sękowska, która przygotowała tabliczki na nagrody.

Czy chciałby Pan, żeby tradycja „Bursztynowego Drzewka” była kontynuowana także w przyszłości?

Tak. Wiem, że kiedyś przestanę robić drzewka, ale mam nadzieję, że ktoś przejmie po mnie tę tradycję. Najważniejsze jest dla mnie, żeby festiwal trwał. Bo dopóki trwa festiwal, trwa też ta opowieść — o muzyce, mieście, ludziach i wspólnym świętowaniu.

  • Facebook
  • YouTube

©2021 by International Choral Song Festival in Międzyzdroje

bottom of page