top of page

„Dopiero od kulis człowiek widzi, ile pracy i serca potrzeba, żeby festiwal mógł trwać choćby przez kilka dni.”

Rozmowa z Katarzyną Jurgą — wieloletnią wolontariuszką i opiekunką grup chóralnych podczas Międzynarodowego Festiwalu Pieśni Chóralnej im. prof. Jana Szyrockiego

Kiedy po raz pierwszy trafiłaś na Festiwal i jak zaczęła się Twoja przygoda z rolą opiekunki grup chóralnych?

- Moja przygoda z festiwalem rozpoczęła się podczas 58. edycji. Wspólnie z koleżanką, Olą Stec, opiekowałyśmy się chórami oraz pomagałyśmy w pracy administracyjnej i technicznej biura festiwalowego.

O samym festiwalu słyszałam już kilka lat wcześniej, ale nie miałam okazji w nim uczestniczyć. Ten pierwszy raz był dla mnie ogromnie ciekawym doświadczeniem, bo mogłam zobaczyć zaplecze organizacyjne tak dużego wydarzenia.

Wcześniej znałam podobne imprezy wyłącznie z perspektywy uczestnika albo widza. Nie miałam świadomości, ile pracy dzieje się poza sceną — ile osób czuwa nad organizacją, logistyką i opieką nad chórami.

Sam udział w festiwalu daje mi ogromną satysfakcję. Mogę jednocześnie pomagać przy organizacji i słuchać na żywo znakomitych zespołów z różnych stron świata.

Na czym dokładnie polega rola opiekunki grup chóralnych podczas festiwalu?

- To przede wszystkim bycie z chórem od momentu jego przyjazdu aż do wyjazdu.

Najczęściej odbieramy zespoły z dworca albo spotykamy się z nimi w mieście, pomagamy w zakwaterowaniu i przekazujemy wszystkie najważniejsze informacje organizacyjne.

Przez cały pobyt jesteśmy w stałym kontakcie z kierownikami grup — pomagamy w sprawach technicznych, organizacyjnych i często również tych codziennych.

Kiedy chór przyjeżdża tylko na jeden dzień, szczególnie ważne jest dobre zaopiekowanie zespołu: znalezienie miejsca do próby, sprawne przeprowadzenie przez harmonogram i zadbanie o komfort uczestników.

Najważniejsze jest dla mnie to, żeby chóry nie czuły się pozostawione same sobie. Chcemy, by uczestnicy wiedzieli, że zawsze mogą liczyć na nasze wsparcie.

Co dzieje się za kulisami tuż przed wyjściem chóru na scenę?

- Najczęściej trwa wtedy ostatnia próba albo rozśpiewanie — w osobnej sali, na korytarzach albo nawet przed Domem Kultury.

Chórzyści starają się wyciszyć, zmobilizować i pozytywnie nastawić przed występem. Pojawiają się też ostatnie poprawki makijażu, strojów czy ustawienia scenicznego.

Od strony organizacyjnej bardzo ważne jest stworzenie im komfortowej przestrzeni — miejsca, gdzie mogą spokojnie się przygotować, przebrać i zostawić swoje rzeczy.

To może wydawać się drobiazgiem, ale właśnie takie warunki sprawiają, że uczestnicy mogą skupić się wyłącznie na muzyce i samym występie.

Po koncertach chóry bardzo często podchodzą i dziękują za pomoc oraz opiekę. To naprawdę budujące momenty.

Czy miałaś okazję szczególnie zżyć się z jakimś zespołem?

- Bardzo serdecznie wspominam chór ze Stanów Zjednoczonych. Do dziś utrzymuję kontakt z niektórymi osobami z tego zespołu.

Co ciekawe, rok po festiwalu role się odwróciły. Ja sama pojechałam jako uczestniczka na festiwal poświęcony Josephowi Haydnowi w Eisenstadt w Austrii, a jeden z członków amerykańskiego chóru został tam opiekunem mojej grupy.

To było dla mnie ogromnie miłe i bardzo pozytywne zaskoczenie. Właśnie takie sytuacje pokazują, że relacje nawiązywane podczas festiwalu często zostają na dużo dłużej.

Jakie sytuacje najczęściej zaskakują wolontariuszy podczas festiwalu?

- Najczęściej te, których absolutnie się nie przewidzi. Pamiętam sytuację, kiedy do programu festiwalowego wkradł się błąd w nazwiskach kompozytorów. Informacje były już wydrukowane w programach i przygotowane do transmisji koncertu.

Na szczęście w ostatniej chwili udało nam się wszystko zauważyć i dosłownie na kilka minut przed rozpoczęciem koncertu poprawialiśmy materiały w ogromnym pośpiechu.

To był bardzo stresujący moment, ale dziś wspominamy go już ze śmiechem. Takie „ludzkie” błędy po prostu czasem się zdarzają.

Czy wydarzyła się historia, która szczególnie zapadła Ci w pamięć?

- Tak — zdecydowanie najbardziej wzruszającym i czarującym wydarzeniem był festiwalowy ślub na plaży.

Para młodych pochodziła ze wspominanego wcześniej chóru ze Stanów Zjednoczonych. Kilka lat wcześniej przyjechali do Międzyzdrojów na festiwal i zakochali się nie tylko w sobie, ale również w tym miejscu.

Przy kolejnym przyjeździe zabrali ze sobą urzędnika i zorganizowali ślub właśnie tutaj, na plaży. Powstała specjalna ceremonia nad morzem, a później odbyło się wspólne świętowanie w hotelu Amber.

To było niezwykle wzruszające i piękne doświadczenie — zobaczyć, że festiwal może stać się częścią czyjejś osobistej historii.

Jak wygląda kontakt z chórami zagranicznymi? Czy bariera językowa bywa problemem?

- Dziś raczej nie. Angielski stał się dla większości z nas praktycznie drugim językiem, więc komunikacja przebiega naturalnie i swobodnie. A jeśli czegoś nie rozumiemy, zawsze pomaga technologia — wystarczy telefon i tłumacz internetowy.

Dla mnie kontakt z zagranicznymi chórami jest raczej częścią festiwalowej przygody niż problemem. To świetna okazja, żeby poznawać ludzi z innych kultur i ćwiczyć język w praktyce.

Co daje Ci największą satysfakcję w tej pracy?

- Bardzo lubię tę mniej oficjalną część festiwalu — momenty, kiedy po koncertach można po prostu pobyć razem.

Wspólne spacery po plaży, rozmowy, gra w bilard czy kręgle w hotelowej piwnicy często pozwalają lepiej poznać uczestników niż same koncerty.

To niezwykle ciekawe doświadczenie spotykać ludzi z odległych krajów, poznawać ich muzyczne doświadczenia, repertuar i spojrzenie na świat.

A później przychodzi ten moment odpoczynku na plaży po zakończonym festiwalu — wtedy człowiek czuje naprawdę dużą satysfakcję z wykonanej pracy.

Czego uczy wolontariat przy takim wydarzeniu?

- Myślę, że wszystkiego po trochu — organizacji, cierpliwości i przede wszystkim kontaktu z ludźmi. Pracujemy z osobami, których wcześniej nie znamy, musimy jasno przekazywać informacje i często przełamywać własne wewnętrzne bariery społeczne.

Bardzo dużo można nauczyć się również obserwując codzienną pracę dyrektorów festiwalu i organizatorów, którzy od lat tworzą to wydarzenie.

Gdyby miała Pani zachęcić młode osoby do wolontariatu przy festiwalu, co by Pani powiedziała?

- To tydzień spędzony nad morzem, w świetnej atmosferze, wśród fantastycznych ludzi i przy muzyce wykonywanej przez znakomite chóry z całego świata.

Ale przede wszystkim to doświadczenie, które zostaje z człowiekiem na długo — dzięki ludziom, emocjom i relacjom, które rodzą się podczas tych kilku festiwalowych dni.

  • Facebook
  • YouTube

©2021 by International Choral Song Festival in Międzyzdroje

bottom of page