„Granica perfekcji w chóralistyce wciąż się przesuwa”
Rozmowa z prof. Dariuszem Dyczewskim — Dyrektorem Artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Pieśni Chóralnej im. prof. Jana Szyrockiego w Międzyzdrojach

Kiedy po raz pierwszy pojawił się Pan na Festiwalu w Międzyzdrojach?
- Po raz pierwszy trafiłem do Międzyzdrojów pod koniec lat 70., może na początku 80. Byłem wtedy kilkuletnim chłopcem i śpiewałem w chórze Słowiki. Miałem może osiem, dziesięć lat. Jednocześnie siedziałem na widowni jako słuchacz i w tamtym momencie kompletnie nie przypuszczałem, że kiedyś będę związany z tym festiwalem zawodowo.
Drugie ważne spotkanie z festiwalem przyszło już w czasach studenckich. Przyjeżdżałem wtedy do Międzyzdrojów jako słuchacz seminariów i koncertów. Wykupywałem pakiety noclegowe z wyżywieniem — dla studenta była to świetna okazja, żeby posłuchać znakomitych dyrygentów, profesorów i jednocześnie spędzić czas nad morzem.
To właśnie wtedy zaczęły pojawiać się pierwsze marzenia, żeby kiedyś uczestniczyć w tym wydarzeniu w bardziej odpowiedzialnej roli.
Następnie zacząłem przyjeżdżać na festiwal już jako dyrygent zespołu Don Diridon, zdobywając nagrody i wyróżnienia. W tym czasie pełniłem również funkcję wiceprezesa szczecińskiego oddziału Polskiego Związku Chórów i Orkiestr, którego prezesem był prof. Jan Szyrocki. Nasze drogi naturalnie zaczęły się coraz mocniej przecinać.
Dwa lata po śmierci profesora, w 2006 roku, otrzymałem propozycję objęcia funkcji Dyrektora Artystycznego Festiwalu. Została ona zaakceptowana zarówno przez Międzynarodowy Dom Kultury w Międzyzdrojach, jak i szczeciński oddział PZChiO. I tak ta relacja z festiwalem trwa do dziś.
Jak wygląda odpowiedzialność za stronę artystyczną tak dużego wydarzenia?
- Tak naprawdę przygotowania do festiwalu trwają cały rok. Jeszcze nie rozpoczęła się jedna edycja, a my już myślimy o kolejnej.
Dziś chóry planują swoje uczestnictwo w prestiżowych wydarzeniach nawet dwa lata wcześniej. Festiwale o uznanej renomie muszą utrzymywać wysoki poziom i stale myśleć kilka kroków do przodu.
Bardzo pomagają mi w tym wyjazdy jurorskie na zagraniczne festiwale. Mam wtedy możliwość usłyszenia wielu zespołów na żywo, poznania ich poziomu i zaproszenia najlepszych bez konieczności przesyłania nagrań konkursowych. Dla chórów to duże wyróżnienie, a dla nas szansa na budowanie naprawdę silnego programu artystycznego.
Na szczęście ta praca jest jednocześnie moją pasją. Nigdy nie traktowałem jej wyłącznie jako obowiązku. To ogromny komfort, kiedy działalność zawodowa daje jednocześnie spełnienie artystyczne.
Co dziś bardziej liczy się w chóralistyce — techniczna perfekcja czy emocje?
- Zdecydowanie emocje i sposób opowiadania muzyki.
Oczywiście świetne przygotowanie techniczne jest bardzo ważne, ale nawet perfekcyjny chór nie zawsze poruszy publiczność. A przecież ludzie przyjeżdżają do Międzyzdrojów z całej Polski, często biorą urlopy tylko po to, żeby przez kilka dni słuchać koncertów.
Dzisiaj zespoły coraz częściej tworzą na scenie małe widowiska. W ciągu dwudziestu minut potrafią zaprezentować repertuar od muzyki dawnej po aranżacje utworów znanych z kina czy radia. Pojawia się ruch sceniczny, światło, kostium, dodatkowe instrumenty. Chór przestaje być statycznym zespołem ustawionym w półokręgu.
To ogromna zmiana w porównaniu z chóralistyką lat 50. czy 60., kiedy dominowała dostojność, patos i repertuar mocno związany z realiami bloku wschodniego. Dopiero lata 90. otworzyły nas szerzej na Zachód, wymianę repertuaru i nowe inspiracje. To bardzo wzbogaciło polską chóralistykę.
Co dziś jest najtrudniejsze w utrzymaniu wysokiego poziomu artystycznego przy jednoczesnym otwieraniu się na nowe pokolenia odbiorców?
- Paradoksalnie te dwa światy wcale się nie wykluczają.
Chóry osiągają dziś niesamowity poziom techniczny, a jednocześnie coraz lepiej rozumieją współczesnego odbiorcę. Widowiskowość nie odbywa się kosztem jakości muzycznej. Wręcz przeciwnie — zespoły rozwijają się kompleksowo.
Nowe pokolenia naturalnie pojawiają się w chórach i dzięki temu festiwal cały czas żyje. To pewnego rodzaju zamknięty krąg — młodzi wykonawcy stają się później odbiorcami, organizatorami albo dyrygentami kolejnych pokoleń.
Czy dziś trudniej zainteresować młodych ludzi muzyką chóralną niż kiedyś?
- Niestety tak.
Kilka dekad temu edukacja muzyczna w szkołach wyglądała zupełnie inaczej. Funkcjonowały chóry szkolne, zespoły muzyczne, a lekcje muzyki miały dużo większe znaczenie.
Późniejsze reformy sprawiły, że muzyka została połączona z plastyką w jeden przedmiot „sztuka”, a liczba godzin mocno się zmniejszyła. Wielu nauczycieli i dyrygentów musiało się przebranżowić, a szkolne chóry zaczęły znikać.
Na szczęście młodzi ludzie nadal interesują się muzyką. Widać to choćby po popularności programów telewizyjnych czy Eurowizji — także tej dziecięcej. Dlatego ogromną rolę odgrywa dziś repertuar. Jeśli dyrygent potrafi zainteresować młodych ludzi dobrze dobraną muzyką, również tą inspirowaną popkulturą, może ich naprawdę porwać.
A przy okazji można przemycać ambitniejszy repertuar chóralny. Tutaj wszystko zależy od pasji i wizji dyrygenta.
Co wyróżnia najlepsze chóry, które przyjeżdżają do Międzyzdrojów?
- Poziom jest bardzo wysoki i często o końcowym wyniku decydują dosłownie ułamki punktów.
Najważniejsze są: brzmienie chóru, czysta intonacja, odpowiedni dobór repertuaru, emisja głosu i frazowanie. Ale równie ważna jest osobowość zespołu i sposób, w jaki potrafi przekazać emocje publiczności.
Czy polska chóralistyka wyróżnia się dziś na tle świata?
- Każdy kraj ma swoje muzyczne korzenie i własną wrażliwość.
Polskie chóry bardzo często świetnie odnajdują się w repertuarze ludowym. Nasza muzyka folklorystyczna — oberki, krakowiaki czy mazurki — jest niezwykle charakterystyczna i rozpoznawalna za granicą.
Dzięki międzynarodowej współpracy poziom światowej chóralistyki mocno się wyrównał, ale polskie zespoły nadal bardzo często zdobywają nagrody na zagranicznych festiwalach. Możemy być dumni z tego, jak reprezentują naszą kulturę.
Na ile współczesny festiwal powinien pielęgnować tradycję, a na ile szukać nowych form?
- Te dwa światy mogą się doskonale uzupełniać.
Na naszym festiwalu przyznawana jest specjalna nagroda za wykonanie utworu polskiego kompozytora. To ważne nawiązanie do tradycji i jednocześnie zachęta dla zagranicznych chórów do poznawania polskiej muzyki.
Jednocześnie jesteśmy otwarci na repertuar współczesny, muzykę rozrywkową czy folkową. Konkurs Musica Sacra naturalnie wykorzystuje akustykę kościoła, gdzie muzyka sakralna brzmi wyjątkowo. Natomiast scena domu kultury daje dużo większą swobodę stylistyczną.
Które idee prof. Jana Szyrockiego pozostają dziś fundamentem festiwalu?
- Zdecydowanie pielęgnowanie polskiej muzyki współczesnej.
Prof. Szyrocki już w latach 50. i 60., kiedy repertuar dla chórów akademickich był znacznie skromniejszy niż dziś, sięgał po utwory współczesnych kompozytorów i prezentował je między innymi podczas festiwalu Warszawska Jesień.
Był człowiekiem, dla którego specjalnie komponowano nowe dzieła. Potrafił później promować je na świecie podczas zagranicznych tournée swojego chóru. Dzięki niemu muzyka takich twórców jak Penderecki, Twardowski, Łuciuk, Koszewski czy Burecki trafiała do międzynarodowej publiczności.
Czy jest koncert lub występ, który szczególnie zapadł Panu w pamięć?
- Takich momentów było bardzo wiele, szczególnie wtedy, gdy do Międzyzdrojów przyjeżdżają chóry reprezentujące zupełnie inne kultury.
Ogromne wrażenie zawsze robią na mnie zespoły azjatyckie — bogactwem strojów, barwą dźwięku i niezwykłą dyscypliną sceniczną tworzą prawdziwe muzyczne widowiska.
Z drugiej strony pamiętam również niesamowitą spontaniczność i energię chórów brazylijskich. Ich żywiołowość, otwartość i sposób przeżywania muzyki natychmiast udzielają się publiczności. Choć ze względu na geograficzny dystans organizacja przyjazdu takiego chóru pozostaje wyzwaniem, to ich obecność na festiwalu zawsze okazuje się strzałem w dziesiątkę.
Po tylu latach pracy z muzyką chóralną — co nadal fascynuje Pana najbardziej?
- Zdecydowanie możliwości ludzkiego głosu.
Kiedyś chóry po prostu wychodziły na scenę i śpiewały. Dzisiaj możliwości wokalne zespołów potrafią naprawdę zadziwić. Granica perfekcji cały czas się przesuwa.
Patrzę czasem na artystów takich jak Jakub Józef Orliński czy Aleksandra Kurzak i mam poczucie, że ludzki głos właściwie nie zna ograniczeń. I właśnie to w muzyce fascynuje mnie najbardziej.

