„Tutaj człowiek naprawdę odpoczywa — muzyką, atmosferą i ludźmi”
Rozmowa z wieloletnią uczestniczką publiczności Międzynarodowego Festiwalu Pieśni Chóralnej im. prof. Jana Szyrockiego w Międzyzdrojach

Od kiedy przyjeżdża Pani na Festiwal Pieśni Chóralnej w Międzyzdrojach i jak zaczęła się ta tradycja?
- To już będzie kilka dobrych lat. Na początku trafiłam tutaj trochę przypadkiem — byłam z koleżanką w Międzyzdrojach na wypoczynku i usłyszałyśmy muzykę dochodzącą z Domu Kultury. Człowiek zatrzymał się z ciekawości, wszedł „na chwilę”, a później okazało się, że spędziłyśmy tam pół dnia.
Od tamtej pory przyjeżdżamy regularnie i właściwie planujemy urlop właśnie pod termin festiwalu. To już taki nasz wspólny rytuał i czas tylko dla nas.
Co sprawiło, że właśnie muzyka chóralna stała się Pani tak bliska?
- Ta muzyka ma w sobie coś bardzo prawdziwego i spokojnego. Człowiek słyszy żywy głos, emocje i harmonię. To zupełnie inne przeżycie niż muzyka puszczana z głośnika czy telefonu.
Poza tym wychowałam się jeszcze w czasach, kiedy ludzie częściej śpiewali razem — w szkołach, na uroczystościach, czasem nawet w domach. Dlatego muzyka chóralna budzi we mnie dużo ciepłych skojarzeń.
Czy pamięta Pani swój pierwszy koncert festiwalowy?
- Tak, bardzo dobrze wspominam. Największe wrażenie zrobiło na mnie to, że tyle osób siedziało na widowni w kompletnej ciszy i naprawdę słuchało.
Kiedy chór zaczął śpiewać a cappella, miałam ciarki. Człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak potężnie może brzmieć tyle głosów razem. Pamiętam, że po koncercie powiedziałam koleżance: „Za rok też tu wracamy”.
Co najbardziej lubi Pani w atmosferze tego festiwalu?
- To, że tutaj wszystko jest takie spokojne i prawdziwe. Nie ma pośpiechu ani sztuczności. Ludzie przychodzą naprawdę dla muzyki.
Bardzo lubię też widzieć, jak uczestnicy spacerują po mieście w swoich strojach chóralnych. Wtedy czuć, że festiwal żyje nie tylko w Domu Kultury, ale w całych Międzyzdrojach.
Po kilku latach zaczyna się nawet rozpoznawać znajome twarze na widowni. Człowiek ma poczucie, że wraca do czegoś bliskiego.
Czy są koncerty albo chóry, które szczególnie zapadły Pani w pamięć?
- Bardzo podobał mi się ostatnio chór z Katowic, który zdobył Grand Prix festiwalu. To był naprawdę piękny występ — bardzo nowoczesny, ale jednocześnie niezwykle emocjonalny.
Duże wrażenie robią też na mnie chóry zagraniczne. Szczególnie lubię obserwować różnorodność strojów, języków i sposobów śpiewania. Jednocześnie to takie zdumiewające, że ludzie przejechali taki kawał świata, żeby dla nas zaśpiewać,
Jak według Pani zmieniał się festiwal na przestrzeni lat?
- Bardzo ciekawa była dla mnie tegoroczna wystawa jubileuszowa z okazji 60-lecia festiwalu. Archiwalne zdjęcia, stare plakaty, pamiątki z dawnych edycji — człowiek mógł zobaczyć, jak ogromną historię ma to wydarzenie.
Trochę żałuję, że nie mogłam uczestniczyć w pierwszych edycjach festiwalu, ale to były zupełnie inne czasy. Wtedy nie podróżowało się tak łatwo, ludzie mieli mniej możliwości i dostęp do takich wydarzeń nie był tak prosty jak dziś.
Czy ma Pani swoje ulubione momenty festiwalu?
- Bardzo lubię Konkurs „Musica Sacra”. Koncerty w kościele pozwalają się wyciszyć i naprawdę skupić na muzyce. Ta atmosfera daje dużo zadumy i spokoju.
Co daje Pani słuchanie muzyki chóralnej na żywo?
- Przede wszystkim te emocje. Kiedy siedzi się na sali koncertowej albo w kościele podczas, człowiek zupełnie inaczej odbiera muzykę. Czasem naprawdę łza zakręci się w oku.
To też dla mnie bardzo dobry czas odpoczynku. Przyjeżdżamy z koleżanką na kilka dni, spacerujemy, słuchamy koncertów i po prostu odpoczywamy od codzienności.
Co powiedziałaby Pani osobom, które nigdy wcześniej nie były na koncercie muzyki chóralnej?
- Żeby przyszły choć raz i po prostu dały sobie szansę. Wiele osób myśli, że muzyka chóralna jest nudna albo „nie dla nich”. A później wychodzą z koncertu naprawdę poruszeni. To trzeba po prostu usłyszeć na żywo — szczególnie tutaj, w atmosferze Międzyzdrojów i festiwalu.

