top of page

„Śpiewając w chórze, nigdy nie jesteś sam”

Rozmowa z dr Agnieszką Sową — dyrygentką Chóru Dziecięcego „Rubinki” Państwowego Zespołu Szkół Muzycznych im. Artura Rubinsteina w Bydgoszczy

Chór „Rubinki” wystąpił podczas jubileuszowej, 60. edycji Międzynarodowego Festiwalu Pieśni Chóralnej w Międzyzdrojach. Niedawno świętowaliście również własny jubileusz 25-lecia. Jakie emocje towarzyszą takim momentom?

- Emocje są bardzo podobne, choć oczywiście zmienia się czas, skład chóru i kolejne pokolenia dzieci. Natomiast atmosfera tego miejsca pozostaje wyjątkowa.

Ogromne znaczenie ma publiczność, która współtworzy każdy koncert. Widać, że ludzie naprawdę czekają na występy chórów, słuchają z ogromnym zaangażowaniem i dodają wykonawcom skrzydeł. Szczególnie dzieci bardzo mocno odczuwają tę energię.

Dla mnie nieodłącznym elementem tych wystąpień jest radość wspólnego śpiewania. Muzyka daje możliwość dzielenia się emocjami — i właśnie to jest wspaniałą wartością dodaną.

Bardzo ważnym momentem w historii Rubinków był nasz debiut w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy podczas wykonania „Requiem wojennego” Benjamina Brittena. To wydarzenie zapoczątkowało wieloletnią współpracę z filharmonią. Od tamtej pory praktycznie nie było roku, żebyśmy tam nie śpiewali.

Co ciekawe, podczas jubileuszowego koncertu ponownie wykonaliśmy ten sam utwór — razem z absolwentami Rubinków. To było niezwykle symboliczne i wzruszające.

Rubinki wracają do Międzyzdrojów regularnie od wielu lat. Jak zmieniał się festiwal i które wspomnienia szczególnie zostały z Panią do dziś?

- Bardzo dobrze pamiętam wyjazd z 2009 roku. Byliśmy wtedy zakwaterowani w niewielkiej willi — dziś dzieci mieszkają już w hotelach z basenem, ale tamta atmosfera była zdecydowanie spokojniejsza i bardziej kameralna. Sam festiwal również był mniejszy, uczestniczyło w nim mniej chórów.

Jedno jednak się nie zmieniło — niezwykła atmosfera i publiczność, która naprawdę żyje tym wydarzeniem.

To, co zawsze mnie zachwyca w Międzyzdrojach, to fakt, że ludzie przychodzą słuchać chórów już podczas prób akustycznych w domu kultury. Turyści, kuracjusze — po prostu siadają i słuchają. W tym roku specjalnie dla nich zaśpiewaliśmy dodatkowy utwór, a później spotkaliśmy te same osoby podczas koncertu wieczornego.

To też piękna okazja, by zobaczyć od kulis, jak wygląda praca dyrygenta i przygotowanie chóru do występu.

Po 25 latach pracy z chórem — co uważa Pani za swój największy sukces jako dyrygentki i pedagoga?

- To właściwie całe moje życie artystyczne. Rubinki miały ogromny wpływ na to, kim jestem dzisiaj — zarówno jako człowiek, jak i dyrygent. Oczywiście przez lata zmienił się świat i zmieniłam się również ja sama, ale jedno pozostało niezmienne: chęć uwrażliwiania dzieci na muzykę i wspólne śpiewanie.

Kiedy patrzę wstecz i myślę o tym, że przez Rubinki przewinęło się około czterystu dzieci, mam ogromne poczucie sensu tej pracy. Niezależnie od tego, jaką drogę później wybierają, Rubinki zostają w ich sercach.

Dziś zdarzają się już sytuacje, kiedy dawni chórzyści przyprowadzają do szkoły muzycznej własne dzieci. I to jest chyba największy sukces — nie tylko artystyczny, ale przede wszystkim ludzki.

Dlaczego chóry tak chętnie wracają właśnie do Międzyzdrojów?

- Na pewno ogromne znaczenie ma samo miejsce i wyjątkowa publiczność. Bardzo ważna jest również życzliwa atmosfera tworzona przez jury i organizatorów. Chóry mogą wybierać różne kategorie konkursowe, uczestniczyć dodatkowo w konkursie Musica Sacra, który odbywa się w zupełnie innej przestrzeni akustycznej.

Dużym wyróżnieniem jest również fakt, że Grand Prix festiwalu zalicza się do konkursu Grand Prix Polskiej Chóralistyki. To podnosi rangę wydarzenia.

Ale wrócę jeszcze do publiczności — bo ona naprawdę robi ogromne wrażenie. Sala pełna ludzi, którzy reagują spontanicznie, nagradzają chóry owacjami i przeżywają koncert razem z wykonawcami, potrafi wręcz odebrać dech.

Bardzo doceniam też ogromną dbałość organizatorów o uczestników. Ilość nagród i wyróżnień sprawia, że wiele zespołów wyjeżdża z poczuciem sukcesu i chce tutaj wracać.

Festiwal to nie tylko koncerty, ale też spotkania. Co takie wyjazdy dają dzieciom i samym dyrygentom?

- Ogromnie dużo. Na co dzień wszyscy jesteśmy rozproszeni po całej Polsce, dlatego festiwal jest okazją do spotkań, rozmów i wymiany doświadczeń. Dyrygenci wzajemnie się wspierają, słuchają swoich zespołów, dzielą uwagami i inspiracjami.

Środowisko chóralne jest naprawdę życzliwe.

Dla dzieci to również niezwykle ważny czas — wspólne posiłki, rozmowy, wyjścia czy nawet zwykłe chwile spędzone razem na basenie. W takich momentach rodzą się przyjaźnie, które często zostają na lata.

Jak dzieci przeżywają sam festiwal — od wejścia na scenę aż po wspólne świętowanie po koncercie?

- Przede wszystkim jest ogromna ekscytacja. Oczywiście każdy występ wiąże się ze stresem scenicznym, ale dzieci z czasem uczą się oswajać te emocje. Najważniejsze jest to, że bardzo szybko przypominają sobie, po co tutaj przyjechały — żeby dzielić się muzyką i wspólną pasją.

Co ciekawe, przy tak otwartej i życzliwej publiczności właściwie zapomina się o jurorach i konkursowej formule. Konferansjer Pan Piotr Szulc dodatkowo buduje bardzo swobodną atmosferę, dlatego bardziej czuje się tutaj festiwal niż rywalizację.

W tym roku śpiewaliśmy o godzinie 21, co dla dzieci było sporym wyzwaniem, bo zazwyczaj nie występują tak późno. Po koncercie emocje były jednak tak wielkie, że przez pół nocy nie mogły zasnąć.

Były chipsy, cola, mecz i dużo śmiechu — pozwoliliśmy im po prostu odreagować. Wcześniej był też basen, wyjście do Muzeum Figur Woskowych i spacer na klif, podczas którego dzieci liczyły schody. A w drodze powrotnej oczywiście obowiązkowy McDonald’s. Taki wyjazd „po całości”.

Czy po występach w Międzyzdrojach zostają relacje i emocje, które wykraczają poza sam konkurs?

- Zdecydowanie tak. Bardzo wzruszające są sytuacje, kiedy po koncercie podchodzą do nas słuchacze — turyści czy kuracjusze — i dziękują za występ. W tym roku gratulowali nam między innymi goście ze Szwajcarii i Francji. To niezwykle budujące.

Ogromną rolę odgrywają też media społecznościowe i transmisje internetowe. Rodzice, którzy nie mogli przyjechać do Międzyzdrojów, mogli słuchać swoich dzieci na żywo.

Po naszym występie pojawiło się mnóstwo pięknych komentarzy i udostępnień. Dzięki temu ta festiwalowa energia naprawdę idzie dalej w świat.

W świecie pełnym telefonów, pośpiechu i zamknięcia w ekranach — co dziś daje dzieciom śpiew chóralny?

- Można by o tym napisać całą książkę. W czasach, kiedy dzieci coraz więcej czasu spędzają samotnie przed telefonem czy komputerem, chór daje coś niezwykle ważnego — poczucie wspólnoty, obecności i współodczuwania z drugim człowiekiem. To jest dziś ogromnie potrzebne.

Śpiewanie w chórze daje dzieciom wsparcie emocjonalne, poczucie bezpieczeństwa i przynależności do grupy. Dlatego często powtarzam „Śpiewając w chórze, nigdy nie będziesz sam”.

Dla mnie jako dyrygenta najpiękniejsze są relacje, które tworzą się z dziećmi przez lata. Zaufanie, wdzięczność, wzruszenia — to wszystko zostaje na całe życie.

Dzisiaj media społecznościowe pomagają utrzymywać kontakt z dawnymi chórzystami, ale najważniejsze więzi rodzą się właśnie tutaj — podczas wspólnego śpiewania.

Wierzę, że w dzisiejszym świecie chóralistyka naprawdę potrafi pomagać ludziom. Dlatego warto śpiewać i być razem w muzyce.

  • Facebook
  • YouTube

©2021 by Międzynarodowy Festiwal Pieśni Chóralnej w Międzyzdrojach

bottom of page